

Sorki, że przerażająca cisza w eterze ciut się przedłuża, ale próbujemy połączyć remont z wyzwoleniem się z pęt neozdrady. Od dawna miałem dość tych postpeerelowskich złodziei i nieudaczników z Teleniekumacji Polskiej, ale dwie wizyty "ekip naprawczych" ostatnio popchnęły mnie do stanowczych działań. Może krótko opiszę: w obu przypadkach były to mieszane dwójki męskie, takie połączenie niezastąpionej rutyny z energią młodości - jeden pracownik doświadczony (ok. 60 lat) i jeden młodziak (raz ok. 45, raz ok. 30 lat). W obu też przypadkach każdy członek lotnych brygad naprawczych TP miał wypisane na twarzy to samo: "Coś bym naprawił, ale nie wiem któren to monitor, a któren komputer, zresztą ostatnią rzeczą jaką żem naprawił, był ten aparat wrzutowy w 92, co do niego zapałkę łobuzy wepchli". W obu też przypadkach żaden z fachowców z Telewkurwiacji Polskiej niczego w domowym studiu nie dotknął. Pierwsza dwójka wykonała telefon do kogoś, kto prawdopodobnie też nic nie rozumiał, ale ponoć obiecał "wyczyścić kartę" w celu "odzyskania stabilności połączenia". Druga dwójka popatrzyła po ścianach po czym jeden powiedział: "To chodźmy sprawdzić łącza", co drugi przyjął z wyraźną ulgą. Jedyna różnica była taka, ze ci pierwsi powiedzieli do widzenia, natomiast drudzy zniknęli po angielsku. Dziś wizyta instalatorów z UPC. Trzymajcie kciuki za nich, bo nie ręczę za siebie :-).