Jak nie urok, to sieczka

Ostatnio w naszym radyjku zdarzało się, że zamiast uporządkowanych sekwencji leciała na antenie bezsensowna sieczka słowno-muzyczna albo na przykład trzy dżingle w kółko przez pół godziny. Pseplasam. Popełniłem życiowy błąd wybierając najtańszego ze znanych mi oferentów tzw. hostingu radiowego, czyli dostarczyciela narzędzi koniecznych do nadawania w sieci. Pan Marcin, skądinąd sympatyczny i chyba pełen dobrych chęci, najwyraźniej nad tymi narzędziami nie panuje, na telefony interwencyjne do niego wydałem pewnie tyle samo, co na opłaty merytoryczne. A nie zawsze od razu te telefony odbiera :-)
Poza sieczką na antenie skutek tego jest i taki, że wciąż prawie się nie odzywam w tym radiu. Pan Marcin nie potrafi na przykład sprawić, żeby kolejne pliki dźwiękowe odtwarzane były w zaprogramowanej przeze mnie kolejności. Czyli nieskomplikowana na mój rozum operacja polegająca na tym, że leci jakaś piosenka, potem komentarz do niej i zapowiedź następnej piosenki, a potem ta właśnie następna piosenka, jest na razie niewykonalna :-(
Ale przecież, jak mawiała Pippi, "zawsze jakoś dam sobie radę!". Nawet sieczka w Radiu Studnia jest siedem i pół raza lepsza, niż to co nadaje Radio Eska i inne eremefy. Więc Bogu dziękujcie, radia nie gaście.